Rozdziały

niedziela, 11 stycznia 2015

~Rozdział pierwszy~

Na wstępie chciałam powiedzieć że to mój pierwszy rozdział więc zachęcam do komentowania :) I przepraszam że taki krótki. Następne rozdziały będą dłuższe :D

Percy



    Jest poniedziałek 10:00.W KOŃCU! To już dziś! Już dziś jadę na obóz. Całe 2 miesiące: ognisk, zajęć, zabaw, rozmów, misji. No i oczywiście Annabeth. W końcu ją zobaczę. Już się nie mogę doczekać. Od Bitwy o Manhattan  widzieliśmy się tylko w ferie zimowe. No i codziennie pisaliśmy do siebie, i rozmawialiśmy na skype.
   Szkoda że zanim znajdę się na obozie muszę przeżyć ostatni dzień szkoły. Trzeba ubrać się na galowo.
ZARAZ! MOMENT! Jak to 10:00! Patrze na zegarek: 10:01. O 10:30 jest zakończenie roku szkolnego. Wstaję i szybko ubieram się w białą koszule i ciemne spodnie. Biegnę do kuchni zrobić sobie śniadanie. Szkoda że mama już poszła. Zjadłbym z chęcią niebieskie tosty. Jak ona to robi? W mgnieniu oka robię sobie kanapki z serem i pomidorem. Wpycham sobie wszystkie naraz do buzi i po chwili wypluwam. Z tego całego zamieszania zapomniałem że moja pojemność jamy ustnej jest za mała żeby pomieścić tylko 2 kanapki. I tak nie byłem głodny.
   Biorę klucze i wybiegam z domu. Pokonuję mnóstwo schodów. Dlaczego to tak długo trwa. Wreszcie jestem na dole. Wychodzę z bloku. Oczy wszystkich przechodniów zwracają się na mnie a potem na moje stopy. Moje gołe stopy. BUTY! Zapomniałem o butach. Zawracam i znowu pokonuję schody. Dlaczego tu nie ma windy ?Przynajmniej schudnę.
    Otwieram drzwi i wpadam do mieszkania. Przypomniałem sobie że przydałoby się umyć zęby i się trochę przeczesać. Gdy jestem już w łazience wlewam sobie pastę do buzi żeby było szybciej. Po umyciu zębów zakładam skarpetki i buty, jednocześnie próbując się wyczesać. Dobra jestem gotowy. Znowu wybiegam z bloku kierując się na przystanek. Szkoda że Paul już jest w szkole; jako nauczyciel musiał przyjść wcześniej. Podwiózłby mnie. Patrzę na rozkład jazdy. Za 5 min będzie autobus. Uch to dobrze. Jest godzina 10:15. W 10 min zdążę dojechać. 
   Gdy jestem w autobusie patrzę na mijające budynki. Mijają tak szybko że nie mam czasu się przyjrzeć uważniej. W sumie to dobrze że tak szybko jedzie. Szybciej będę w szkole. A im szybciej będę w szkole tym szybciej będę na obozie.
   Wysiadam z autobusu i biegnę do szkoły która jest na przeciwko przystanku. Jeszcze 200 metrów. Biegnę dalej. Jest godzina 10:29. Cudnie. Jeszcze zdążę. No nie. Jeszcze schody. Biegnę po nich przeskakując co 2 stopnie.
   Gdy staję pod drzwiami słyszę za plecami chrapliwy głos: 
- Czyż byś się spóźnił Perseuszu Jacksonie?

1 komentarz:

  1. Super się zaczyna :3 Już sie zabieram za pozostałe rozdziały no i serdecznie zapraszam do siebie ^^ również piszę opowiadanie o herosach :3
    http://herosi-opowiadania-przygody.blogspot.com/
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń