~Rozdział pierwszy~
Na wstępie chciałam powiedzieć że to mój pierwszy rozdział więc zachęcam do komentowania :) I przepraszam że taki krótki. Następne rozdziały będą dłuższe :D
Percy
Jest poniedziałek 10:00.W KOŃCU! To
już dziś! Już dziś jadę na obóz. Całe 2 miesiące: ognisk,
zajęć, zabaw, rozmów, misji. No i oczywiście Annabeth. W końcu
ją zobaczę. Już się nie mogę doczekać. Od Bitwy o Manhattan
widzieliśmy się tylko w ferie zimowe. No i codziennie pisaliśmy do
siebie, i rozmawialiśmy na skype.
Szkoda że zanim znajdę się na obozie
muszę przeżyć ostatni dzień szkoły. Trzeba ubrać się na
galowo.
ZARAZ! MOMENT! Jak to 10:00! Patrze na zegarek:
10:01. O 10:30 jest zakończenie roku szkolnego. Wstaję i szybko
ubieram się w białą koszule i ciemne spodnie. Biegnę do kuchni
zrobić sobie śniadanie. Szkoda że mama już poszła. Zjadłbym z
chęcią niebieskie tosty. Jak ona to robi? W mgnieniu oka robię
sobie kanapki z serem i pomidorem. Wpycham sobie wszystkie naraz do
buzi i po chwili wypluwam. Z tego całego zamieszania zapomniałem że
moja pojemność jamy ustnej jest za mała żeby pomieścić tylko 2
kanapki. I tak nie byłem głodny.
Biorę klucze i wybiegam z domu.
Pokonuję mnóstwo schodów. Dlaczego to tak długo trwa. Wreszcie
jestem na dole. Wychodzę z bloku. Oczy wszystkich przechodniów
zwracają się na mnie a potem na moje stopy. Moje gołe stopy. BUTY!
Zapomniałem o butach. Zawracam i znowu pokonuję schody. Dlaczego tu
nie ma windy ?Przynajmniej schudnę.
Otwieram drzwi i wpadam do mieszkania.
Przypomniałem sobie że przydałoby się umyć zęby i się trochę
przeczesać. Gdy jestem już w łazience wlewam sobie pastę do buzi
żeby było szybciej. Po umyciu zębów zakładam skarpetki i buty,
jednocześnie próbując się wyczesać. Dobra jestem gotowy. Znowu
wybiegam z bloku kierując się na przystanek. Szkoda że Paul już
jest w szkole; jako nauczyciel musiał przyjść wcześniej.
Podwiózłby mnie. Patrzę na rozkład jazdy. Za 5 min będzie
autobus. Uch to dobrze. Jest godzina 10:15. W 10 min zdążę
dojechać.
Gdy jestem w autobusie patrzę na
mijające budynki. Mijają tak szybko że nie mam czasu się
przyjrzeć uważniej. W sumie to dobrze że tak szybko jedzie.
Szybciej będę w szkole. A im szybciej będę w szkole tym szybciej
będę na obozie.
Wysiadam z autobusu i biegnę do szkoły
która jest na przeciwko przystanku. Jeszcze 200 metrów. Biegnę
dalej. Jest godzina 10:29. Cudnie. Jeszcze zdążę. No nie. Jeszcze
schody. Biegnę po nich przeskakując co 2 stopnie.
Gdy staję pod drzwiami słyszę za
plecami chrapliwy głos:
- Czyż byś się spóźnił Perseuszu Jacksonie?
Super się zaczyna :3 Już sie zabieram za pozostałe rozdziały no i serdecznie zapraszam do siebie ^^ również piszę opowiadanie o herosach :3
OdpowiedzUsuńhttp://herosi-opowiadania-przygody.blogspot.com/
Pozdrawiam i życzę weny!